obrazek

SŁUŻEBNICA BOŻA SIOSTRA
FRANCISZKA MARIA ROMUALDA GRZANKA
(1901–1941)
 linia
 

Liczne wojny i prześladowania stały się dla wielu chrześcijan próbą wiary i miłości. Zwłaszcza lata ostatniej wojny odbiły się bolesnym piętnem w historii, ale ten czas przyniósł także obfite żniwo męczeństwa, które jest chlubą Kościoła. Do grona takich świadków należy siostra Romualda Grzanka ze zgromadzenia Sióstr Służebniczek NMP Niepokalanie Poczętej (starowiejskich).

 

Zdjęcie s. Romualdy Grzanka

Zdjęcie s. M. Romualdy Grzanka

      Służebnica Boża s. Franciszka Grzanka, w Zgromadzeniu s. Romualda urodziła się 11 stycznia 1901 r. w Jamach, parafia Zgórsko, w diecezji tarnowskiej, jako córka Wojciecha i Teresy Dubiel, rolników. Wychowywała się pod opieką ojca, w gronie rodzeństwa: dwóch braci i dwóch sióstr, ponieważ jej matka zmarła, kiedy Franciszka miała zaledwie 2 lata. Od dzieciństwa towarzyszyło jej pragnienie życia zakonnego i poświęcenia się Bogu. Do zgromadzenia Sióstr Służebniczek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanie Poczętej wstąpiła 21 kwietnia 1922 r. Pierwsze śluby zakonne złożyła 21 listopada 1924 r., wieczyste 15 października 1933








Praca

Jeszcze przed rozpoczęciem życia zakonnego ukończyła kursy kroju i szycia, a ponieważ była w tym kierunku uzdolniona, w zgromadzeniu doskonaliła swoje umiejętności, między innymi pod kierunkiem pani Michaliny Kozłowskiej ze Lwowa. W 1933 r. w Łodzi złożyła egzamin mistrzowski w zawodzie krawieckim. W latach 1926 – 1936 - z przerwami na prowadzenie kursów krawieckich dla kobiet, których instruktorką była od pierwszych lat życia zakonnego - pracowała w szwalni Zakładu Sierot przy ul. Wiznera (po przeniesieniu zakładu przy ul. Marysińskiej). W 1936 r. została przeniesiona do Liskowa k. Kalisza, gdzie również prowadziła szwalnię oraz pełniła obowiązki zakrystianki.   S. Romualda odznaczała się wielką sumiennością w pracy i pogodnym usposobieniem, dzięki czemu cieszyła się szacunkiem i życzliwością otoczenia. Szczególnie kochały ją sieroty, wśród których pracowała. Najmłodsze dzieci chętnie przychodziły do szwalni, by bawić się kolorowymi kawałkami materiałów i słuchać opowiadań o kochającym Bogu. Z miłością i oddaniem opiekowała się również kaplicą, troszcząc się o jej wystrój oraz czystość i piękno szat liturgicznych.

II Wojna Światowa

Wybuch wojny zastał s. Romualdę w Liskowie. Hitlerowcy na terenie całej Polski, a szczególnie w tzw. „Kraju Warty” przystąpili do bezwzględnej walki z Kościołem Katolickim. W lutym 1941 r. siostry z Liskowa zostały brutalnie wysiedlone z placówki. Miejscem ich przymusowego pobytu stał się najpierw zdewastowany klasztor Braci Serca Jezusowego w Puszczykowie k. Poznania, a następnie obóz pracy w Bojanowie k. Rawicza (Schműckert).

Cierpienie

Przeżycia wojenne, trudne warunki panujące w obozie i ostra zima spowodowały, że u s. Romualdy nasiliły się objawy gruźlicy, z którą zmagała się już od pewnego czasu. W sytuacji, w jakiej się znalazła, nie mogła liczyć na dalsze leczenie. Zdawała sobie sprawę ze zbliżającej się śmierci i świadomie przygotowywała się na spotkanie z Panem w wieczności. Nie uległa naciskom hitlerowców, którzy proponowali siostrom przywrócenie wolności, lecz za cenę porzucenia stanu zakonnego. 24 kwietnia 1941 r. przyjęła Sakrament Chorych i kilka dni później napisała w liście do przełożonej generalnej:


Wybieram się do Ojczyzny Niebieskiej, więc spieszę się, ażeby zdążyć napisać do Najdroższej Matki Przełożonej (...) Najserdeczniej „Bóg zapłać” za przyjęcie mnie do Zgromadzenia. Jest to dla mnie skarb nad skarby. Łaskę powołania ceniłam sobie bardzo, a najwięcej teraz, kiedy jestem złożona chorobą. (...) Bilet do Nieba mam już kupiony, tylko czekam, kiedy pociąg nadjedzie. Zdaje mi się, że ze Schműckertu będzie najbliżej. Już jestem świętymi Sakramentami zaopatrzona i przygotowana na śmierć, mam bardzo wielkie w duszy zadowolenie, bo dzisiaj tylko Jezus mieszka w sercu moim.


Kiedy podjęto bezskuteczne starania o przeniesienie jej do szpitala przeciwgruźliczego, s. Romualda wyraziła nawet pragnienie pozostania w obozie, aby być razem z siostrami. W chorobie do końca odznaczała się heroiczną cierpliwością. Często w listach powtarzały się takie relacje: S. Romualda ładnie znosi swoje cierpienia, dużo się modli. (...) Dziś powiedziała, że ma takie przeczucie, że jeszcze miesiąc pożyje. (s. Zofia Szmyd do m. Eleonory Jankiewicz 2. 06. W liście z 30 czerwca s. Zofia Szmyd opisała ostatnie chwile życia i pogrzeb siostry Romualdy, która zmarła 26 czerwca 1941 r.: Przez cały czas pobytu naszego w Bojanowie śp. s. Romualda wysoko gorączkowała, więc zmuszona była pozostawać stale w łóżku. Zdawała sobie też sprawę, że choroba jej coraz bardziej się rozwija, że tu – na wygnaniu – życie swoje będzie musiała zakończyć, ale była zgodzona z wolą Bożą. Wspaniałomyślnie złożyła ofiarę ze swego życia w intencji Przewielebnej Matki, by wyprosić dla niej i całego Zgromadzenia potrzebne łaski. W chorobie była zawsze bardzo cierpliwa, spokojna, pogodna. Cieszyła się nawet, że cierpiąc, ma co ofiarować Panu Jezusowi w różnych intencjach. Chociaż warunki nasze i położenie nasze trudne, to jednak Pan Jezus tak kierował, że do końca miała opiekę możliwą z naszej strony, odpowiednie lekarstwa, a co najważniejsze, była zadowolona z opieki duchowej i to ja utrzymywało w tej pogodzie ducha, tak niezbędnej w ciężkiej chorobie. (...) W ostatnich dniach bardzo cierpiała, bo i upały bardzo ją męczyły i osłabiły, ale cierpliwie i spokojnie oczekiwała, kiedy ją Pan Jezus powoła do siebie. We czwartek 26 czerwca w oktawie uroczystości Bożego Serca zasłabła i wieczorem o godz. 9:30 zasnęła spokojnie na wieki, w przytomności, wśród modlitw gromadki sióstr.

  Pogrzeb s. Romualdy, jak na warunki obozowe był bardzo uroczysty. Władze pozwoliły, aby wzięły w nim udział wszystkie siostry służebniczki z Liskowa oraz po dwie przedstawicielki pozostałych zgromadzeń: ogółem było 30 sióstr z 220 przebywających w Bojanowie oraz grupa osób świeckich. Do kościoła w Gołoszynie k. Bojanowa przewieziono ciało karawanem zaprzężonym w parę koni. Po Mszy świętej została pochowana na miejscowym cmentarzu. Pogoda dopisała, a cały nastrój był podniosły i rzewny zarazem, boć to pierwsza ofiara z naszego lagru – pisała w liście s. Zofia.

Świadectwo

Tyle wiemy z relacji sióstr, które towarzyszyły jej do ostatnich chwil życia. Jeszcze jeden obszar tajemnicy cierpienia i śmierci s. Romualdy Grzanki odsłonił przed nami ks. Marian Suski, kapelan z Liskowa. W liście napisanym do przełożonej generalnej dokładnie w pierwszą rocznicę śmierci - 26 czerwca 1947 r.:


Poczuwam się w obowiązku powiadomić Matkę Generalną o tym, że śp. S. Romualda, gdy ją gestapo zabierało do obozu wraz z innymi siostrami, tak mi na pożegnanie powiedziała: „niech ksiądz kapelan będzie o siebie spokojny, nic się księdzu nie stanie, ksiądz musi żyć, ja bowiem życie swoje ofiarowałam Bogu za księdza, bo ksiądz musi jeszcze wiele pracować dla Boga.” Z tymi słowami odjechała do obozu, skąd już nie wróciła. W Liskowie pozostałem sam, ponieważ księża parafialni opuścili parafię. W połowie maja nabawiłem się tyfusu, do którego przyłączyły się inne choroby. Z ledwością uratowano mi życie. Ja wstałem z łoża boleści, kiedy nadeszła wiadomość o śmierci śp. S. Romualdy. Wierzyłem mocno, że śp. S. Romualda uratowała mi życie. W październiku zabrano mnie do Dachau, gdzie przebywałem 4 lata. Z mojego transportu na 530 księży zginęło 450, tylko nas 80 zastali przy życiu Amerykanie. (...) Swój obowiązek wdzięczności wobec śp. S. Romualdy spłaciłem w ten sposób, że za Jej Duszę odprawiłem będąc jeszcze w Niemczech „Gregoriankę”, a w każdej Mszy świętej pamiętam o Niej. Tych kilka wiadomości podaję specjalnie Matce Generalnej, by Zgromadzenie wiedziało, jakie dusze ofiarne posiadało w swoich szeregach.
 

Pamięć o niej przetrwała dziesięciolecia i w roku 2003 ofiarna służebniczka została włączona do procesu beatyfikacyjnego 122 męczenników z okresu II wojny światowej, prowadzone w diecezji przemyskiej prace dobiegają już końca.


Pan Jezus powiedział, że nie ma większej miłości, jak oddać życie za przyjaciół swoich, dlatego tak ważnym jest upamiętnianie takich przykładów heroizmu, tym bardziej, że gorąco do tego zachęcał Ojciec św.

Siostra Romualda swoim życiem wiernie wypełniała Chrystusowe nauczanie, a poprzez męczeńską śmierć upodobniła się do Niego w bezinteresownej ofierze za bliźnich. Dziś ta prosta zakonnica uczy nas, że prawdziwa miłość nigdy nie ustaje i wszystko przetrzyma, zarówno w codzienności, jak i chwilach próby. 


linia

 


Źródło:   Ze szwalni na ołtarze - brat Marek M. Urbaniak FSC
              Postulator Procesu Beatyfikacyjnego "Męczennicy"
Szata Graficzna:  Krzysztof Płociński

Wszystkie opublikowane materiały można wykorzystywać w każdy godny sposób pod warunkiem podania źródła.
 2006-2007 by Tadeusz Należny.